Ja nie chodzę do szpitala, a on się nie odzywa. każde z nas uważa, że większą winę ponosi to drugie. Nie ma szans na porozumienie, bo Daniel tkwi w psychozie i zaburzenia myślenia i obrazu rzeczywistości nie pozwalają mu na obiektywizm. Po mojej stronie nie ma nikogo, kto by poświadczył moja wersję. Czyli pat.
Zobowiązania wyskakują z każdej strony, aż boję się je sumować. Może lepiej byłoby przestać się zamartwiać i spłacać, co się da. Szukać usilnie pracy i nie tracić nadziei? Może i tak, ale podświadomość i tak mnie straszy, budzi w środku nocy i nie pozwala na sen. wszystko we mnie dygoce z niepewności i bezsilności.
Jestem zmuszona do swoistego egocentryzmu, bo nie mogę oderwać myśli od swoich problemów.
Niech ktoś wreszcie wyciągnie do mnie pomocna rękę i pozwoli pracować.
sobota, 21 sierpnia 2010
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)

0 komentarze:
Prześlij komentarz