Ja nie chodzę do szpitala, a on się nie odzywa. każde z nas uważa, że większą winę ponosi to drugie. Nie ma szans na porozumienie, bo Daniel tkwi w psychozie i zaburzenia myślenia i obrazu rzeczywistości nie pozwalają mu na obiektywizm. Po mojej stronie nie ma nikogo, kto by poświadczył moja wersję. Czyli pat.
Zobowiązania wyskakują z każdej strony, aż boję się je sumować. Może lepiej byłoby przestać się zamartwiać i spłacać, co się da. Szukać usilnie pracy i nie tracić nadziei? Może i tak, ale podświadomość i tak mnie straszy, budzi w środku nocy i nie pozwala na sen. wszystko we mnie dygoce z niepewności i bezsilności.
Jestem zmuszona do swoistego egocentryzmu, bo nie mogę oderwać myśli od swoich problemów.
Niech ktoś wreszcie wyciągnie do mnie pomocna rękę i pozwoli pracować.
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą pomoc rodzinie chorego. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą pomoc rodzinie chorego. Pokaż wszystkie posty
sobota, 21 sierpnia 2010
Zawieszenie
wtorek, 10 sierpnia 2010
Przeczuwałam
Może właśnie dlatego, że tak bardzo się takiej sytuacji obawiałam, tak się stało. Daniel 'uciekł' do szpitala zostawiając na stole 20zł dla mnie i dla dzieci. Poprosił o odwiezienie kobietę, która wpędziła go w ten kryzys. Wywiozła go do innego miasta. Nawet nie wiem do którego szpitala.
Nie będę go szukała. Już nie. Ma opiekę medyczną, posiłki i dach nad głową. To ja zostałam na pastwę losu z jego długami. Mam w sobie tyle buntu, złości, rozczarowania i bezsilności, że chyba wysprzątałam całe mieszkanie i jeszcze mi coś zostanie.
A tak najbardziej, to potrzebuję zleceń, zleceń i jeszcze raz zleceń! To one pozwolą nam utrzymać się na powierzchni i nie stracić nadziei.
Przynajmniej już nie musimy patrzeć na jego wrogie miny i odczuwać tej specyficznej aury osoby chorej psychicznie i naładowanej nieuzasadnioną złością.
3majcie z nas kciuki!
Nie będę go szukała. Już nie. Ma opiekę medyczną, posiłki i dach nad głową. To ja zostałam na pastwę losu z jego długami. Mam w sobie tyle buntu, złości, rozczarowania i bezsilności, że chyba wysprzątałam całe mieszkanie i jeszcze mi coś zostanie.
A tak najbardziej, to potrzebuję zleceń, zleceń i jeszcze raz zleceń! To one pozwolą nam utrzymać się na powierzchni i nie stracić nadziei.
Przynajmniej już nie musimy patrzeć na jego wrogie miny i odczuwać tej specyficznej aury osoby chorej psychicznie i naładowanej nieuzasadnioną złością.
3majcie z nas kciuki!
Subskrybuj:
Posty (Atom)
