czwartek, 16 września 2010

Jestem, jestem

Na trochę umilkłam, bo się źle czułam. Po interwencji pogotowia o mały włos nie zamknęli mnie w szpitalu. Na szczęście pani doktor ulitowała się nad moimi przerażonymi dzieciakami i puściła mnie do domu. Uff!

Na szczęście to nie był zawał, co podejrzewano, ale chyba silny, paraliżujący atak bólu żołądka. Matko, naprawdę myślałam, że zejdę. Na izbie przyjęć zrobiono mi ekspresowe badania, a potem naszpikowano kilkoma kroplówkami, z których 'wychodziłam' kilka dni, bo na co dzień nie zażywam leków uspokajających.

Ech, sama też się przestraszyłam i postanowiłam dbać o siebie przynajmniej tak samo, jak o dzieci.

A u Daniela lekka poprawa. Zaczyna przyznawać się, że przesadził z ta 'jazdą' po mnie. Chce pracować kilka godzin w szpitalu i ma pozwolenie na laptopa. No zobaczymy.

Ja wciąż nie mogę załapać się na dobre i długie zlecenia, co zasadniczo rozwiązałoby moje problemy finansowe i wpłynęło na samopoczucie.

I tak to leci....

1 komentarze:

Gosia pisze...

szkoda,że nie mieszkasz gdzieś bliżej,byłabyś moją pacjentką,bo pracuję na Izbie Przyjęć :))
uważaj na siebie z tym zdrowiem! ja też przeszłąm z żołądkiem różne perypetie,dwa razy miałam już robioną gostroskopię,ale po ostatnim przeleczeniu jest wszystko OK.
A zołądek bardzo reaguje na stres....więc pamiętaj,tylko spokój Cię uratuje :))
trzymaj się :)

Prześlij komentarz