Może właśnie dlatego, że tak bardzo się takiej sytuacji obawiałam, tak się stało. Daniel 'uciekł' do szpitala zostawiając na stole 20zł dla mnie i dla dzieci. Poprosił o odwiezienie kobietę, która wpędziła go w ten kryzys. Wywiozła go do innego miasta. Nawet nie wiem do którego szpitala.
Nie będę go szukała. Już nie. Ma opiekę medyczną, posiłki i dach nad głową. To ja zostałam na pastwę losu z jego długami. Mam w sobie tyle buntu, złości, rozczarowania i bezsilności, że chyba wysprzątałam całe mieszkanie i jeszcze mi coś zostanie.
A tak najbardziej, to potrzebuję zleceń, zleceń i jeszcze raz zleceń! To one pozwolą nam utrzymać się na powierzchni i nie stracić nadziei.
Przynajmniej już nie musimy patrzeć na jego wrogie miny i odczuwać tej specyficznej aury osoby chorej psychicznie i naładowanej nieuzasadnioną złością.
3majcie z nas kciuki!
wtorek, 10 sierpnia 2010
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)

0 komentarze:
Prześlij komentarz