Na jakiś czas ustąpiła panika, jaka mnie dopadła, gdy Daniel uciekł do szpitala. Pojawiają się możliwości nawiązania dobrej współpracy dla mnie. Ukończyłam renomowana uczelnię na atrakcyjnym kierunku. Mam kilkunastoletnie doświadczenie w swoim zawodzie, ale ostatnie lata pracy to były właściwie same zlecenia umowy, praca zdalna. Musiałam przecież doglądać dzieci i chorego męża. W ten sposób wypadłam z realnego obiegu w pracy, z układów i znajomości. Teraz muszę sobie sama szukać zleceń, a to nie jest takie proste i takie szybkie.
Chciałabym, bardzo bym chciała sobie poradzić. Stanąć dumna i wyprostowana i powiedzieć mu, że nie jestem od niego uzależniona, że nie zginęłam, jak to sobie wyobrażał i mi mówił. A tak najbardziej, to chciałabym poradzić dla własnej satysfakcji, bo po tylu latach zmagań z tą okropną chorobą i 'dziwacznym' mężem, sama utraciłam wiarę we własne możliwości.
Gdyby ktoś wiedział o dobrej pracy dla zdalnego redaktora, niech mi da znać. Pomoże w ten sposób uratować mi moją rodzinę.
sobota, 28 sierpnia 2010
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)

0 komentarze:
Prześlij komentarz