sobota, 28 sierpnia 2010

Nie zwariować

Na jakiś czas ustąpiła panika, jaka mnie dopadła, gdy Daniel uciekł do szpitala. Pojawiają się możliwości nawiązania dobrej współpracy dla mnie. Ukończyłam renomowana uczelnię na atrakcyjnym kierunku. Mam kilkunastoletnie doświadczenie w swoim zawodzie, ale ostatnie lata pracy to były właściwie same zlecenia umowy, praca zdalna. Musiałam przecież doglądać dzieci i chorego męża. W ten sposób wypadłam z realnego obiegu w pracy, z układów i znajomości. Teraz muszę sobie sama szukać zleceń, a to nie jest takie proste i takie szybkie.

Chciałabym, bardzo bym chciała sobie poradzić. Stanąć dumna i wyprostowana i powiedzieć mu, że nie jestem od niego uzależniona, że nie zginęłam, jak to sobie wyobrażał i mi mówił. A tak najbardziej, to chciałabym poradzić dla własnej satysfakcji, bo po tylu latach zmagań z tą okropną chorobą i 'dziwacznym' mężem, sama utraciłam wiarę we własne możliwości.

Gdyby ktoś wiedział o dobrej pracy dla zdalnego redaktora, niech mi da znać. Pomoże w ten sposób uratować mi moją rodzinę.

0 komentarze:

Prześlij komentarz