Rozmówiłam się z nim. Poszedł na ugodę, ale ja wiem, że to tylko prolongata w czasie. Nawet gdy stanę na głowie, wcześniej lub później pojawi się kolejny kryzys.
Nie czuję satysfakcji, ba, właściwie czuję się pokonana. Gdyby nie dobro dzieci, nie poszłabym na żadne układy, ale odeszła. Niestety lepiej będzie przemęczyć te kolejne miesiące i zmniejszyć zadłużenie, a może nawet wyjść na prostą. Musze się tego uczepić, skoro na męża nie mogę liczyć.
poniedziałek, 16 sierpnia 2010
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)

0 komentarze:
Prześlij komentarz