Obudził mnie nad ranem jeden z naszych kotów, a potem już nie mogłam zasnąć, choć byłam senna. Od wielu lat jestem 'sową'. Pracuję do późna w nocy, a rano odsypiam. Jednak ostatnie tygodnie żyję w głębokim stresie, a kiedy nie mam zajęcia, uruchamia mi się intensywne myślenie i wyobraźnia podrzuca różne warianty, z których część mnie mocno 'elektryzuje'. Wówczas o śnie nie ma mowy. I tak było dzisiaj.
Wyszłam z psem na poranną rosę, a teraz siedzę przed kompem i walczę z wieszająca się nową (testową) wersją Firefoxa.
Wymiękam odnośnie Daniela. Rozważałam różne warianty rozwiązań naszej sytuacji i żadna nie jest dobra. Może dobrze by było ustąpić i przez kilka miesięcy poudawać, pounikać tego, co go drażni. W ten sposób doprowadzić do spłacenia i wyprostowania choćby części długów. Potem dopiero podjąć decyzję, co dalej.
Nie wiem, nie wiem. Boję się bardzo nieodwracalnych, a niedobrych rozwiązań.
poniedziałek, 16 sierpnia 2010
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)

0 komentarze:
Prześlij komentarz