sobota, 7 sierpnia 2010

Jak to możliwe

Tkwię w tym od 10 lat. W małżeństwie ze schizofrenikiem. 'Tkwię' jest adekwatnym określeniem, bo mimo, że jestem osobą energiczną, zaradną i stanowczą, nie mam - póki co - wyjścia z istniejącej sytuacji.
Nie mogę odejść. Potem wyjaśnię, dlaczego.
Nie akceptuję tego, co jest. A jest to - poczucie bycia nieszczęśliwą, oszukaną, osamotnioną.

Mam dwoje wspaniałych, ładnych, zdolnych i wyjątkowych dzieci. Oni - choć nie wiedzą - sprawiają, że nie tracę zmysłów, że wierzę wbrew nadziei, że budzę się, oddycham, pracuję, a czasem nawet się śmieję. Los zadrwił ze mnie bardzo i nie wiem, czy jeszcze coś wyrwę z niego dla siebie. Jednak idę dalej. Ale dokąd dojdę?

0 komentarze:

Prześlij komentarz