Od wczesnego rana źle się czułam, a kiedy z trudem wstałam, oczy miałam podpuchnięte, ból głowy nie reagował na żadne środki. Ale zmobilizowałam się i wybrałam się do szpitala, w którym wylądował Daniel. Nie udało mi się uniknąć spotkania z nim. Chodził po korytarzu. Potem okazało się, że oczekiwał teściowej. Najpierw mnie minął, potem wrócił i spytał, czy chcę porozmawiać.
- O czym? - zapytałam
- O tym, jak się zachowujesz.
- A jak się zachowuję?
- No tak właśnie, atakujesz mnie i nie wspierasz. - wiedziałam już, że nie ma sensu na dłuższą rozmowę. Nadal tkwił w swoim chorym widzeniu i usilnie chciał go potwierdzić prowokując moje przyznanie się do winy i przeprosiny.
Powiedziałam, że jak zacznie jaśniej widzieć rzeczywistość, wie, jak się ze mną skontaktować i poszłam do kolejki pod gabinetem ordynatora.
Potem jeszcze czekałam do gabinetu lekarza, który prowadzi Daniela w szpitalu i tam wpadła na mnie teściowa. Zaskoczona, niemile, coś tam na mnie nagadała, odwróciła się i odeszła. Chyba też chciała do lekarza Daniela.
Tyle relacji.
A co czuję?
Dziś dokucza mi migrena i ogólne osłabienie, więc mało myślę o Danielu i naszej sytuacji. Jeszcze tylko kolacja dla dzieciaków i położę się do łóżka, zażyję swoje najmocniejsze leki na migrenę i mam nadzieję, że jutro obudzę się w lepszej kondycji.
piątek, 13 sierpnia 2010
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)

0 komentarze:
Prześlij komentarz