Dziś skupiłam się przede wszystkim na pracy fizycznej: zakupy, pranie, sprzątanie, niemyślenie.
Już - niestety - dobija się we mnie współczucie. Żałuję go, że jest taki chory. Jaka szkoda, że on nie żałuje mnie...
Jednak dopóty, dopóki nie przeprosi i nie poprosi, abym przyszła, nie pójdę do niego do szpitala. Uciekł tam sam, zastrzegł, że nie chce się ze mną kontaktować, więc nie będę. Nawet nie chcę. Trochę spokoju od jego obecności dobrze nam wszystkim zrobi.
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą szpital. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą szpital. Pokaż wszystkie posty
sobota, 14 sierpnia 2010
Roboczy dzień
piątek, 13 sierpnia 2010
W szpitalu
Od wczesnego rana źle się czułam, a kiedy z trudem wstałam, oczy miałam podpuchnięte, ból głowy nie reagował na żadne środki. Ale zmobilizowałam się i wybrałam się do szpitala, w którym wylądował Daniel. Nie udało mi się uniknąć spotkania z nim. Chodził po korytarzu. Potem okazało się, że oczekiwał teściowej. Najpierw mnie minął, potem wrócił i spytał, czy chcę porozmawiać.
- O czym? - zapytałam
- O tym, jak się zachowujesz.
- A jak się zachowuję?
- No tak właśnie, atakujesz mnie i nie wspierasz. - wiedziałam już, że nie ma sensu na dłuższą rozmowę. Nadal tkwił w swoim chorym widzeniu i usilnie chciał go potwierdzić prowokując moje przyznanie się do winy i przeprosiny.
Powiedziałam, że jak zacznie jaśniej widzieć rzeczywistość, wie, jak się ze mną skontaktować i poszłam do kolejki pod gabinetem ordynatora.
Potem jeszcze czekałam do gabinetu lekarza, który prowadzi Daniela w szpitalu i tam wpadła na mnie teściowa. Zaskoczona, niemile, coś tam na mnie nagadała, odwróciła się i odeszła. Chyba też chciała do lekarza Daniela.
Tyle relacji.
A co czuję?
Dziś dokucza mi migrena i ogólne osłabienie, więc mało myślę o Danielu i naszej sytuacji. Jeszcze tylko kolacja dla dzieciaków i położę się do łóżka, zażyję swoje najmocniejsze leki na migrenę i mam nadzieję, że jutro obudzę się w lepszej kondycji.
- O czym? - zapytałam
- O tym, jak się zachowujesz.
- A jak się zachowuję?
- No tak właśnie, atakujesz mnie i nie wspierasz. - wiedziałam już, że nie ma sensu na dłuższą rozmowę. Nadal tkwił w swoim chorym widzeniu i usilnie chciał go potwierdzić prowokując moje przyznanie się do winy i przeprosiny.
Powiedziałam, że jak zacznie jaśniej widzieć rzeczywistość, wie, jak się ze mną skontaktować i poszłam do kolejki pod gabinetem ordynatora.
Potem jeszcze czekałam do gabinetu lekarza, który prowadzi Daniela w szpitalu i tam wpadła na mnie teściowa. Zaskoczona, niemile, coś tam na mnie nagadała, odwróciła się i odeszła. Chyba też chciała do lekarza Daniela.
Tyle relacji.
A co czuję?
Dziś dokucza mi migrena i ogólne osłabienie, więc mało myślę o Danielu i naszej sytuacji. Jeszcze tylko kolacja dla dzieciaków i położę się do łóżka, zażyję swoje najmocniejsze leki na migrenę i mam nadzieję, że jutro obudzę się w lepszej kondycji.
Subskrybuj:
Posty (Atom)
