Miałam dziś zatelefonować do szpitala do lekarza prowadzącego Daniela, ale zeszło mi dużo czasu na kolejce po brakujące podręczniki dla dzieci, w kolejce na poczcie, na zakupach i gotowaniu. Kiedy się 'obrobiłam', było już zbyt późno.
Inna rzecz, że nie bardzo mam chęć na dowiadywanie się. Sama nie wiem, co robić. Podejrzewam, że siedzi tam otępiały i nie widać poprawy. Czeka, aż wymusi na mnie ustąpienie. Robi to nieświadomie, albo świadomie.
No to tym razem się nie doczeka. Zranił mnie tak bardzo, że nie znajduję już w sobie tego współczucia, co dawniej. Robiłam wszystko, co mogłam, by mu pomagać, a on mnie wyzwał, oskarżył o działanie na swoją niekorzyść, uznał za winną jego choroby oraz sytuacji, w jakiej znalazła się nasza rodzina. Jednym słowem zmieszał mnie z błotem i uciekł.
A ja i dzieci jesteśmy przerażeni ogromem zobowiązań finansowych, jakie na zostawił. mamy o wiele więcej do spłacania, niż wynoszą nasze dochody. Jeśli nie znajdę szybko dodatkowych zleceń, nasz los będzie bardzo, bardzo niepewny.
czwartek, 26 sierpnia 2010
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)

3 komentarze:
o matko,ale Ty masz tam jazdę na całego !
jedyne co mogę podpowiedzieć,to szukaj pracy i pomyśl o rozwodzie z tym facetem.Ja bym tak zrobiła
Myślę nad tym, oj myślę, ale najpierw muszę utrzymać się z dziećmi na powierzchni życia.
Dzięki Gosiu! Jesteś pierwsza, która odezwała się tu do mnie :)
jestem pielęgniarką....dlatego tak Cię podziwiam,że jeszcze dajesz radę !
trzymam kciuki
Prześlij komentarz