Właśnie wróciłam z 'sesji terapeutycznej', czyli rozmowy z Danielem pod okiem jego lekarza prowadzącego w szpitalu. Czuję się, jakby nałożono na mnie dodatkowa odpowiedzialność i ciężar.
"On jest chory, dla niego takie drobiazgi mają znaczenie".
" Czy może pani popracować u siebie nad tym i nad tym?"
"Proszę nie obarczać męża obecnymi problemami rodzinnymi, że nie ma pani za co kupić dzieciom jeść i nie ma czym regulować zobowiązań, bo mu się nastrój pogarsza..." itp.itd.
Fuck, fuck i fuck. Przepraszam! Niedobrze mi, jestem wściekła!
Jak tylko ureguluje się moja sytuacja zawodowa i finansowa, jak tylko będę pod tym względem samowystarczalna, odejdę. Nie dam się tak poniżać, deprecjonować, zmuszać.
Teraz popracuję nad tym, aby jak najszybciej wrócił do swojej roboty i mógł regulować płatności. Ja sobie będę zarabiać na boku i stabilizować na rynku pracy. Kiedy będę gotowa, powiem bye, bye!
piątek, 3 września 2010
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)

2 komentarze:
i dobrze...
trzymam kciuki
ja też:)
Prześlij komentarz